Ford Taunus
W historii dawnego gorzowskiego klubu zdarzył się epizod, który do dziś wyróżnia się na tle wszystkich innych klubowych maszyn. W 2008 roku w gronie członków jeździło już pięć Fordów Taunusów – i to nie przypadkowych sztuk, lecz reprezentantów różnych generacji oraz wersji nadwoziowych. Taka koncentracja jednego modelu w jednym środowisku była w klubie ewenementem i sprawiła, że Ford Taunus, dziś wciąż niedoceniany klasyk, stał się nieformalnym znakiem rozpoznawczym całej ekipy.
Pięć Taunusów w jednym klubie
Zapis z archiwum forum nie pozostawia wątpliwości co do skali zjawiska. Wśród członków jeździły równolegle: Taunus TC I z silnikiem 2.0 V6, TC II w praktycznej wersji kombi, TC3 z jednostką 2.9 EFI, kolejny egzemplarz TC I napędzany widlastą szóstką 2.9, a do tego GL Turnier 2.0 z popularnym silnikiem Pinto. Pięć aut, trzy generacje, dwa typy nadwozia i kilka odmian napędu – jak na jeden model w jednym klubie było to zestawienie zupełnie nietypowe.
Ta „frakcja Taunusów” z czasem obrosła własną tożsamością. Tam, gdzie inne modele reprezentowane były pojedynczo, Taunusy tworzyły zwartą grupę, która nadawała ton spotkaniom i wyprawom. Niestety treść oryginalnych wątków – pisanych jeszcze w erze phpBB3, około 2009 roku – w większości nie przetrwała do dziś i nie została zarchiwizowana. Pozostał sam fakt: liczba, generacje i wersje aut, które w owym czasie należały do tego samego klubowego grona. Na tle pojedynczych egzemplarzy innych marek Taunusy wyróżniały się właśnie liczebnością, a resztę klubowej stawki opisano w dziale nasze auta.
Generacje TC – knudsen, kwadrat i finał
Sukces tej frakcji łatwiej zrozumieć, znając sam model. Taunus w rodzinie TC dzielił się na trzy wyraźne generacje. Pierwsza, TC1 produkowana w latach 1970–1975, zyskała przydomek „knudsen” od nazwiska Semona Knudsena, menedżera odpowiedzialnego za jej charakterystyczną, wyrazistą stylistykę z zaznaczonym „dziobem” maski. Druga generacja, TC2 z lat 1976–1979, przyniosła bardziej stonowaną, kanciastą sylwetkę zgodną z modą tamtej dekady. Wreszcie TC3, oferowana w latach 1979–1982, była delikatnie odświeżonym domknięciem serii, zanim miejsce Taunusa zajął nowocześniejszy Sierra.
Nadwozia obejmowały klasyczne sedany oraz przestronne kombi, które Ford oznaczał nazwą Turnier – stąd klubowy GL Turnier to po prostu odmiana kombi w bogatszym wyposażeniu GL. Pod maskami pracowały dwa główne rody silników: czterocylindrowe jednostki Pinto OHC, cenione za prostotę i wytrzymałość, oraz widlaste szóstki V6 z rodziny kolońskiej (Köln), dające autu zupełnie inny, gładszy charakter. To właśnie mieszanka tych napędów widoczna była w klubowej piątce, gdzie obok oszczędnej „dwójki” Pinto stały mocniejsze wersje 2.9 V6.
Taunus w historii marki
Ford Taunus przez lata pełnił rolę niemieckiej klasy średniej w gamie producenta – solidnego, praktycznego auta rodzinnego, które miało trafiać pod strzechy, a nie na tory wyścigowe. Był bliźniaczo spokrewniony z brytyjskim Fordem Cortiną; obie konstrukcje dzieliły płytę podłogową i wiele podzespołów, różniąc się głównie stylistyką dopasowaną do gustów po dwóch stronach kanału La Manche. Dzięki temu Taunus łączył kontynentalny sznyt z inżynierską prostotą, która ułatwiała eksploatację i naprawy.
Przez dekady model pozostawał w cieniu bardziej efektownych klasyków, co paradoksalnie działa dziś na jego korzyść. Ford Taunus to niedoceniany, wciąż przystępny cenowo youngtimer, który dopiero zaczyna być doceniany przez kolekcjonerów – solidna baza techniczna, dostępność części z pokrewnych modeli i niewygórowane wymagania sprawiają, że jest wdzięcznym autem na start w świecie starej motoryzacji. Drugą fordowską opowieść z tego samego archiwum, tym razem o sportowym coupé, przybliża profil Forda Capri.
Nie dziwi więc, że gorzowska frakcja Taunusów z chęcią pokazywała swoje auta poza garażami. Kolumna kilku egzemplarzy tego samego modelu, sunąca razem na wspólny wyjazd, robiła wrażenie zawsze, gdy Taunusy pojawiały się na klubowych zlotach i spotkaniach. To właśnie tam najlepiej było widać, że pięć Taunusów w jednym klubie to nie statystyczny przypadek, lecz swoisty fenomen, który na trwałe zapisał się w pamięci dawnego środowiska.