DKW F7 (1937)
Kiedy większość popularnych aut epoki dopiero uczyła się chodzić o własnych siłach, marka DKW miała już za sobą śmiałe decyzje konstrukcyjne, które wyprzedzały swoje czasy. DKW F7 z drugiej połowy lat trzydziestych to samochód, w którym spotkały się dwa pomysły uchodzące wówczas za odważne: dwusuwowy silnik i napęd na przednią oś. Egzemplarz z 1937 roku był zarazem najstarszym pojazdem opisanym w archiwum dawnego gorzowskiego klubu, przez co zasługuje na osobne, uważne spojrzenie.
Marka i epoka
DKW należało do Auto Union – koncernu powstałego z połączenia czterech niemieckich wytwórni, których symbolem stały się cztery splecione pierścienie. Obok DKW tworzyły go Audi, Horch i Wanderer, każda odpowiadająca za inny fragment rynku. DKW przypadła rola producenta aut popularnych, tanich w zakupie i eksploatacji, a mimo to technicznie nieszablonowych. To właśnie ta marka jako jedna z pierwszych na świecie oswoiła kierowców z przednim napędem w samochodzie dostępnym dla przeciętnego nabywcy – rozwiązaniem, które dziś jest oczywistością, a wtedy uchodziło za ekstrawagancję.
Litera „F” w oznaczeniu odsyłała właśnie do niemieckiego określenia przedniego napędu, a kolejne numery znaczyły rozwój tej rodziny. Model F7 był jednym z jej dojrzalszych wcieleń, produkowanym w latach 1937–1938, i cieszył się sporą popularnością jak na realia przedwojennej motoryzacji.
Konstrukcja: dwusuw i drewno
Sercem DKW F7 był mały, dwusuwowy silnik – jednostka głośna, dymiąca i wymagająca mieszanki paliwa z olejem, ale przy tym prosta i lekka. Ta sama filozofia dwusuwu przetrwała później przez dekady w enerdowskim przemyśle motoryzacyjnym: Trabant i Wartburg były w prostej linii spadkobiercami przedwojennych rozwiązań DKW, kontynuując tradycję dymiącego, terkoczącego silniczka długo po wojnie.
Najbardziej zaskakującym elementem konstrukcji było jednak nadwozie. F7 budowano na drewnianym szkielecie, obitym skajem – sztuczną skórą naciągniętą na drewniany ruszt. Było to typowe dla epoki i dla samej marki, pozwalało obniżyć masę i koszt, ale dziś stanowi zmorę renowatorów. Auto łączyło więc nowoczesną myśl mechaniczną z rzemieślniczą, niemal stolarską technologią budowy karoserii.
Egzemplarz w klubie
W archiwum forum dawnego klubu Classic Cars Gorzów DKW F7 z 1937 roku zajmowało pozycję szczególną – jako najstarszy pojazd opisany w dziale poświęconym klubowym autom. Jego prezentację prowadzono w osobnym wątku, a profil tego samego egzemplarza linkowały społeczności zrzeszające miłośników marek IFA i DKW, dla których przedwojenny F7 stanowił łakomy kąsek i rzadkość na miarę eksponatu muzealnego.
Sąsiedztwo, w jakim się znalazł, mówi zresztą sporo o charakterze całego środowiska. Przedwojenny niemiecki dwusuw funkcjonował tu w gronie powojennych konstrukcji z zupełnie odległych realiów technicznych – wystarczy zestawić go choćby z peerelowską Syreną 105, by zobaczyć, jak rozległy przedział czasu i technologii mieścił się w jednym gronie pasjonatów. Cały ten przekrój modeli, od przedwojennego weterana po klasyki lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, tworzył dział z klubowymi autami.
Renowacja i status zabytku
Przedwojenny DKW to dziś zabytek rzadki i wysoko ceniony, ale też renowacyjne wyzwanie w pełnym tego słowa znaczeniu. Dostępność części do auta sprzed niemal dziewięćdziesięciu lat jest znikoma – wiele elementów trzeba dorabiać od zera lub polować na nie latami w kolekcjonerskim obiegu. Do tego dochodzi drewno w nadwoziu, które przez dekady pracuje, próchnieje i wymaga odtworzenia szkieletu przez kogoś, kto łączy umiejętności blacharza, mechanika i stolarza jednocześnie.
Właśnie dlatego dobrze zachowany DKW F7 budzi taki respekt. To nie jest auto, które ratuje się w jeden sezon – to projekt liczony w latach, wymagający wiedzy o technologiach dawno wyszłych z użycia. Obecność takiego egzemplarza w gorzowskim gronie świadczyła o ambicjach środowiska, którego historię przybliża strona o klubie. Najstarszy zabytek zawsze wyznacza w takich miejscach pewien punkt odniesienia – przypomina, jak daleko sięgają korzenie motoryzacji, którą pozostali klubowicze pielęgnowali w nowszych wcieleniach.