Przejdź do treści
Classic Cars Gorzów

kronika gorzowskich klasyków & blog motoryzacyjny

FSO Syrena 105

Trudno o samochód, który mocniej wrósłby w krajobraz PRL-u niż Syrena. FSO Syrena 105 była ostatnim, najdojrzalszym wcieleniem konstrukcji, której rodowód sięgał połowy lat pięćdziesiątych, a jej sylwetka do dziś budzi ciepłe skojarzenia u każdego, kto pamięta epokę talonów i wieloletniego oczekiwania na własne cztery kółka. To auto skromne, momentami archaiczne, a mimo to darzone sympatią, jakiej próżno szukać u wielu znacznie nowocześniejszych konstrukcji.

Od Żerania do Bielska – historia modelu

Syrena narodziła się w Fabryce Samochodów Osobowych na warszawskim Żeraniu jako odpowiedź na powojenny głód taniego, popularnego samochodu. Przez lata przechodziła kolejne modernizacje, aż produkcję przeniesiono do Fabryki Samochodów Małolitrażowych w Bielsku-Białej, gdzie model dotrwał do końca swojej rynkowej kariery. Właśnie w tej ostatniej fazie powstała FSO Syrena 105 – wersja, która zebrała dotychczasowe usprawnienia i stała się najbardziej rozpowszechnioną odmianą całej rodziny.

Sercem auta pozostawał trzycylindrowy, dwusuwowy silnik S-31 o pojemności około 840 cm³. Jednostka wymagała mieszanki paliwa z olejem, charakterystycznie dymiła i grała nierównym, terkoczącym rytmem, który każdy miłośnik marki rozpozna z zamkniętymi oczami. Moc rzędu czterdziestu koni nie robiła wrażenia nawet w tamtych czasach, ale Syrena nigdy nie była autem do ścigania – liczyła się prostota, taniość eksploatacji i możliwość samodzielnej naprawy niemal na kolanie, przy drodze.

Wcześniejsze wersje modelu słynęły z drzwi otwieranych „pod wiatr”, czyli zawieszonych na tylnej krawędzi. Stąd wzięło się popularne przezwisko „kurołapki” – bo tak otwarte drzwi rzeczywiście przypominały skrzydła gotowe do złapania czegokolwiek, co przemknie obok. W modelu 105 rozwiązanie to odeszło już do przeszłości na rzecz konwencjonalnego montażu, ale samo określenie na trwałe przylgnęło do starszych Syren i pozostaje przedmiotem rozczulenia wśród kolekcjonerów.

W realiach PRL-u Syrena była czymś więcej niż środkiem transportu. Dla całych rodzin oznaczała awans, mobilność i namiastkę swobody w gospodarce niedoboru, gdzie na samochód czekało się latami, a talon bywał cenniejszy od samego auta. Produkowana w setkach tysięcy egzemplarzy, stała się jednym z symboli epoki – obok Malucha reprezentowała rodzimy przemysł motoryzacyjny w jego najbardziej masowym wydaniu.

Klubowe egzemplarze

W archiwum forum dawnego klubu Classic Cars Gorzów Syrena zajmowała poczesne miejsce – w gronie członków jeździło ich w sumie kilka. Prowadzono między innymi obszerny wątek budowy zatytułowany „Syrena 105 inna niż wszystkie”, który dokumentował renowację egzemplarza z 1972 roku. Obok niego pojawiła się osobna prezentacja FSM-owskiej „105” z 1975 roku, pokazująca różnice między samochodami zjeżdżającymi z taśmy w kolejnych latach produkcji.

W klubowym gronie znalazła się też starsza Syrena 104, wspominana właśnie jako „kurołapka” – ze swoimi drzwiami otwieranymi pod wiatr stanowiła żywą ilustrację tego, jak model wyglądał przed ostatnią modernizacją. Zestawienie obu odmian w jednym środowisku dawało rzadką okazję do porównania, jak konstrukcja dojrzewała przez lata. Gorzowskie Syreny dzieliły klubowe podwórko z autami z zupełnie innej epoki i półki cenowej – całą tę mieszankę modeli można obejrzeć w dziale nasze auta.

Renowacja Syreny dzisiaj

Odbudowa Syreny 105 tylko z pozoru wydaje się prosta. Nadwozie tych aut chętnie korodowało, a przez dekady eksploatacji jako auto codziennego użytku niewiele egzemplarzy zachowało zdrowe blachy. Progi, podłoga i pas przedni to miejsca, w których renowatorzy najczęściej muszą sięgać po spawarkę. Dwusuwowy silnik jest za to wdzięcznym obiektem prac – jego prostota sprawia, że remont da się przeprowadzić w przydomowym warsztacie bez specjalistycznego zaplecza.

Największym wyzwaniem bywa dziś kompletowanie oryginalnych części i drobnego wyposażenia, którego przez lata po prostu nie szanowano. Cierpliwość liczona w latach to przy takich projektach norma – dobrze pokazuje to choćby wieloletnia, drobiazgowo opisana budowa Opla Ascony B z tego samego archiwum, gdzie renowacja rozrosła się do setek wpisów. Przy Syrenie skala bywa mniejsza, ale zaangażowanie i przywiązanie właścicieli – dokładnie takie samo.

Efekt tej mozolnej pracy najlepiej widać wtedy, gdy odrestaurowana Syrena wyjeżdża wreszcie na zlot. Dwusuwowy pomruk i charakterystyczna sylwetka niezmiennie przyciągają uśmiechy i wspomnienia, a auta tego typu regularnie pojawiały się na klubowych zlotach i spotkaniach. To właśnie tam FSO Syrena 105 z eksponatu przypominającego minioną epokę staje się na powrót żywym samochodem, dumnie prezentowanym obok znacznie droższych klasyków.

Dziś Syrena jest cenionym zabytkiem, a jej wartość rośnie wraz z topniejącą liczbą zachowanych egzemplarzy. Dla wielu pasjonatów pozostaje pierwszym krokiem w świat starej motoryzacji – autem, które uczy pokory, cierpliwości i szacunku dla epoki, w której własny samochód był marzeniem, a nie oczywistością.